Fale tsunami
Fale tsunami są pojedyńczymi falami długimi,
powstającymi na skutek trzęsienia ziemi występującego pod
dnem morskim (najczęściej), w wyniku podwodnych wybuchów
wulkanów lub eksplozji wulkanów na morzu (np.wybuch wulkanu
Karakatau, 26-28.08.1883r.) albo też obsunięcia się mas gruntu
do morza (Zatoka Lituya na Alasce, 9.06.1958 r.). Pod względem
genetycznym tsunami traktuje się jako fale sejsmiczne.
Fale tsunami charakteryzują się znaczną długością,
rzędu kilkunastu - stukilkudziesięciu tysięcy metrów, ich
wysokość na otwartym, głębokim oceanie wynosi kilka metrów.
Ze względu na bardzo duże długości prędkość
przemieszczania tych fal jest duża (rzędu kilkuset km na godzinę)
i nawet na największych głębokościach przemieszczają się
jako fale płytkowodzia [c =(g*h)^0.5]. Stromość fal tsunami na
otwartych, głębokich wodach jest bardzo mała, stąd, na takich
akwenach nie stanowią nie tylko jakiegokolwiek zagrożenia dla
statków, lecz są wręcz niezauważalne (czyli jest trochę
inaczej, niż przedstawiają to filmy grozy, w których tsunami
stanowi jedynie pretekst do ciągania anorektycznych blondynek po
płonącej siłowni przez oficera o urodzie i manierach
prowincjonalnego fryzjera).
W monencie dojścia do strefy brzegowej, poruszająca się
z dużą prędkością fala długa staje się falą przyboju o
stromym czole, jej wysokość wzrasta. Wzrost wysokości fali
tsunami uzależniony jest od początkowej wysokości (energii
fali), szerokości i nachylenia strefy przybrzeża, w której
zachodzi dyssypacja energii fali oraz od topografii linii
brzegowej. Im szerszy i o mniejszym nachyleniu szelf, tym
silniejsze rozpraszanie energii fali i fala tsunami dochodząca
do linii brzegowej ma mniejszą wysokość. W skrajnych
przypadkach wysokość fali tsunami sięgać może kilkunastu
metrów. Szczególnie duże wysokości fal tsunami obserwuje się
w sytuacjach, gdy wąski, dość stromo nachylony szelf przylega
do zatok w linii brzegowej. W zatoce dochodzi do dodatkowego spiętrzenia
wody. Ponieważ batymetrię podbrzeża i topografię linii
brzegowej można traktować jako stałą (w sensie braku zmian w
czasie), pewne odcinki wybrzeża szczególnie narażone są na
częstsze niż na innych odcinkach brzegu występowanie fal
tsunami.
Nadejście fali tsunami zazwyczaj poprzedzone jest szybkim
obniżeniem lustra wody o 1-4 metry, które trwa od kilku do
kilkunastu minut, po czym następuje gwałtowne i szybkie
podnoszenie się poziomu morza, zakończone nadejściem fali
tsunami o dużej, kilku - kilkunastometrowej wysokości.
Zazwyczaj najwyższa jest pierwsza fala tsunami, po której może
przyjść kilka kolejnych, o coraz to mniejszej wysokości. To
ostatnie stwierdzenienie jest jednak wcale takie pewne.

Czoło fali tsunami wdzierające się na ląd (przypuszczalnie 1.04.1946, Hawaje). Reprodukcja fotografii (niestety nie najlepszej) z Mariners Weaher Log (2/1978)
Niszczycielskie działanie tsunami objawia się w strefie przybrzeżnej, gdzie tworzą one wysoki, stromy wał wody, uderzający w brzeg z dużą prędkością i zmiatający wszystko po drodze. Szczególnie narażonena zniszczenia są urządzenia hydrotechniczne, infrastruktura portowa, statki znajdujące się w portach i i na płytkich, przyportowych redach. W przypadku wystąpienia tsunami statkowi znajdującemu się w porcie grozi zniszczenie lub w bardziej korzystnej sytuacji - odniesienie bardzo poważnych uszkodzeń. Znane są liczne przypadki wyniesienia statków stojących w porcie i osadzenia na nabrzeżu lub uniesienia statków stojących na redzie i osadzenia na lądzie z dala od brzegu (niekiedy na równej stępce).
Efekt przejścia fali tsunami w
Stewart (Alaska). Tsunami było wywołane przez pobliskie trzęsienie
ziemi, w rejonie Prince William Sound (AK). 27.03.1964.
Reprodukcja fotografii z Mariners Weather Log (Vol.37, No. 4;
Fall 1993).
Ponieważ fale tsunami związane są z
występowaniem trzęsień ziemi, najwięcej ich występuje na
obszarach aktywnych sejsmicznie. Na pierwszym miejscu należy
wymienić tu Pacyfik, w okół brzegów tego oceanu występują
bardzo aktywne sejsmicznie obszary związane z czynnymi strefami
subdukcji. Wzdłuż wybrzeży Ameryki Południowej, Ameryki Środkowej,
Kalifornii Alaski, Wysp Aleuckich, Kamczatki, Wysp Kurylskich,
Japonii, Filipin i wysp Indonezji występują często silne trzęsienia
ziemi, generujące fale tsunami. Na Oceanie Atlantyckim fale
tsunami występują rzadko, lecz jedna z nich, związana z lizbońskim
trzęsieniem ziemi (1.11.1755 rok) okazała się wyjątkowo
niszczycielska. Stosunkowo często, choć o niewielkiej sile,
występują fale tsunami na Morzu Śródziemnym, zwłaszcza przy
wybrzeżach Północnej Afryki (Algeria, Marokko), gdzie strefa
przybrzeżna wykazuje stale niewielką aktywność sejsmiczną.
Odpowiednio silne trzęsienie ziemi, nawet oddalone, jest
w stanie wywołać wysoką falę tsunami w ogromnej odległości.
Jako przykład może służyć reprodukcja mapy poniżej:
Silne
tsunami pochodzenia sejsmicznego.Chilijskie trzęsienie ziemi, 22
maja 1960 roku. 1 - obszar wystąpienia trzęsienia ziemi, 2 -
izochrony fali tsunami (godziny od momentu wstrząsu sejsmicznego),
3 - wysokość fali tsunami (metry, ocena), 4 - zmierzona na
posterunkach mareograficznych wysokość fali tsunami (metry).
Diagram w dole mapy - zapis mareografu w Jużno-Kurylsku (cm),
odległość od trzęsienia ziemi 10 000 Mm. Zwróć uwagę na
wysokość fali tsunami w porcie Hilo na wyspie Hawaii (10 m!),
sprawdź położenie tego portu (topografię linii brzegowej).
Zwróć uwagę na wysokość fali tsunami na pacyficznych wybrzeżach
Japonii. Reprodukcja mapy z radzieckiego Atlasu Morskiego - Ocean
Spokojny (Ministerstvo Oborony, Voenno-Morskoj Flot, 1974).
Prognoza fal tsunami nie jest możliwa,
brak bowiem możliwości prognozy trzęsienia ziemi. Ze względu
jednak na fakt, że fala tsunami rozchodzi się ze skończoną prędkością,
jeśli zna się miejsce, w którym nastąpiło trzęsienie ziemi,
jego magnitudę (siłę), oraz batymetrię akwenu, można określić,
jak będzie rozchodziła się fala tsunami i jaką energię początkową
będzie miała ta fala. Obliczając straty energii fali w funkcji
przebywanej drogi oraz szacując czas dotarcia fali tsunami od
rejonu jej powstania do danego odcinka brzegu, można z dość dużą
dokładnością podać przypuszczalny czas wystąpienia fali
tsunami na danym odcinku brzegu oraz jej przypuszczalną wysokość.
W ten sposób istnieje możliwość wydania ostrzeżenia o
nadchodzącej fali tsunami z kilku - kilkunastogodzinnym
wyprzedzeniem, pozwalającym na przeprowadzenie ewakuacji ludności
z zagrożonych obszarów, wyprowadzenie statków z portów,
postawienie służb ratowniczych w stan gotowości, etc.
System ostrzegania przed tsunami składa się z sieci
sejsmografów, przekazujących w czasie rzeczywistym wyniki
pomiarów do odpowiednio oprogramowanych komputerów znajdujących
się w centrum zbiorczym. Nadchodzące sygnały są nieprzerwanie
analizowane, jeśli wystąpi trzęsienie ziemi, program określa
jego lokalizację (współrzędne geograficzne, głębokość),
siłę (ilość wyzwolonej energii) i parametry początkowe
wygenerowanej fali tsunami. Jeśli energia fali tsunami
przekracza pewien założony próg, dalej modelowane jest
rozchodzenie się fali tsunami i określane momenty dojścia do
danych odcinków wybrzeża oraz wysokość prognozowaną fali
tsunami. Jeśli z kolei prognozowana wysokość fali tsunami na
danym odcinku brzegu przekracza wysokość uznawaną za stwarzającą
zagrożenie, program automatycznie generuje komunikat
ostrzegawczy, podający przypuszczalny czas dotarcia fali tsunami
i jej wysokość, skierowany do danej służby
hydrometeorologicznej, obrony cywilnej i administracji morskiej. Szerzej na ten temat - patrz poniżej
linki do odpowiednich stron NOAA..
Najbardziej zagrożone wystąpieniem tsunami są wybrzeża
( i porty) Japonii (zwłaszcza od strony Pacyfiku, w znacznie
mniejszym stopniu od strony Morza Japońskiego), Kuryli,
Kamczatki, Aleutów, Alaski, Ameryki Środkowej, Peru i Chile.
Ostrzeżenia o tsunami, ze względu na ich nagłość,
przekazywane są przez administrację morską na użytek żeglugi
dwoma drogami - bezpośrednio przez radio na paśmie VHF (kanał
16 - bezpieczeństwa i wywoławczy) oraz w postaci komunikatów
tekstowych przez NAVTEX. Również na paśmie VHF podawane są
zalecenia władz portowych związane z tsunami. Powoduje to, że
na statkach znajdujących się w portach, zagrożonych wystąpieniem
fali tsunami oficer wachtowy w czasie wacht portowych winien
znajdować się na mostku a UKF-ka i NAVTEX powinny być stale włączone,
zaś przekazywane komunikaty słuchane i czytane. Jeśli
okoliczności zmuszają oficera pełniącego wachtę portową do
zejścia z mostku, powinien zabierać ze sobą ręczną UKF-kę
zwłączonym kanałem 16. Istotną sprawą jest również
utrzymywanie siłowni w odpowiedniej gotowości do ruchu.
Linki do stron o tsunami:
strona tsunami Uniwersytetu Stanu Washington (najlepsza ogólna strona o tsunami, dużo linków)
strona tsunami Uniwersytetu Południowej Kalifornii (tsunami na wybrzeżach Alaski)
strona tsunami NOAA (modelowanie, prognozowanie, ostatnie większe tsunami, zbiory danych i linki)
obrazki z tsunami związanego z lizbońskim trzęsieniem ziemi (1.11.1755 r.) [trzeba później wybrać kraj: Portugalia]
jeszcze o tsunami w Lituya Bay
Odnośniki
1. Lizbońskie trzęsienie ziemi (1 listopada
1755 roku). Bardzo silne trzesienie ziemi wystąpiło
przypuszczalnie pod dnem Atlantyku w rejonie Banki Ampere (na W-SW
od Gibraltaru). Swoim zasięgiem objęło znaczną część Półwyspu
Iberyjskiego oraz NW Afrykę (głównie obszar Marokko).Zniszczeniu
uległy Lizbona, Rabat, Marrakesz i szereg innych miejscowości.
W Lizbonie, około 2-3 godzin po trzęsieniu ziemi, które
spowodowało liczne pożary, na ujście Tagu runęła fala
tsunami, rozbijając i niszcząc znajdujące się w porcie
statki, znajdujące się na niższych, przyportowych terenach składy
kupieckie z towarami oraz zmywając budowle o słabszej
konstrukcji.Ponieważ część mieszkańców, uciekająca z walącego
się i ogarniętego pożarami miasta, zgromadziła się na wybrzeżu
i nabrzeżach, straty w ludziach spowodowane przez falę tsunami
były duże. Niektórzy historycy gospodarczy są zdania, że
lizbońskie trzęsienie ziemi, poprzez zniszczenie floty
handlowej i wojennej Portugalii oraz zniszczenie ogromnego majątku
(towary) zgromadzonego w składach kupieckich i arsenałach
marynarki, stanowiło główną przyczynę gospodarczego upadku
Portugalii i utracenia przez nią już w drugiej połowieXVIIII
wieku statusu prężnego mocarstwa kolonialnego.
Ciekawostki
1. Tsunami w Lituya Bay
Tsunami w Lituya Bay pod wieloma względami
było zjawiskiem mało typowym i posiadło zasięg lokalny.
"Sławę" temu tsunami nadało stwierdzone wystąpienie
najwyższej znanej do tej pory wysokości fali, osiągającej 524 m (to nie pomyłka). 9 czerwca 1958
roku nastąpiło w pobliżu wybrzeży Alaski dość silne trzęsienie
ziemi. Spowodowało ono odkłucie (odspojenie od podłoża) mas
zwietrzeliny skalnej i jej gwałtowne ześlizgnięcie się (obwał)
po bardzo stromym stoku (rejon oberwania się mas gruntu
oznaczony na mapie i widoczny na zdjęciu poniżej) do wód głębokiego
tu na około 130 m fiordu. Spowodowało to "wypchnięcie"
mas wody we wszystkich kierunkach, najsilniejsze na przeciwległy
stok fiordu, gdzie zasięg pionowy fali był najwyższy. Następnie
fala przemieszczała się wzdłuż fiordu, w końcowej części
przenosząc kotwiczący w przyujściowej części fiordu sejner
rybacki ponad zamykającą fiord mierzeją (La Chusse Spit).
Zasięg fali był tu łatwy do określenia, gdyż zapisał
się powaleniem drzew w lasach porastających stoki fiordu i
zmyciem gruntu.
Pierwsze informacje o rozmiarach tsunami w Lituya Bay
wydawały się na tyle fantastyczne, że natychmiast po tsunami Służba
Geologiczna USA rozpoczęła prace badawcze. Z tego względu
tsunami to posiada doskonałą dokumentację, jest omawiane w
licznych publikacjach i podawane jako przykład w podręcznikach.
Poświęcono mu kilka bardzo ciekawych stron WWW (patrz linki).
Mapa Lituya Bay (Alaska).
Oznaczony rejon wystąpienia obwału mas gruntu i zwietrzeliny
skalnej oraz wysokości maksymalnego poziomu wody w przemieszczającej
się fali tsunami. Reprodukcja z radzieckiego Atlasu Morskiego -
Ocean Spokojny (Ministerstvo Oborony, Voenno-Morskoj Flot, 1974).
Uwaga dla "nie-nawigatorów: skalę mapy wyznacza tu
oznaczenie minut szerokości na ramce - 1' = 1852 m (1 Mm).
Fotografia
lotnicza Lituya Bay. Widok od strony Zatoki Alaska w głąb
fiordu. Reprodukcja fotografii z Mariners Weather Log (Vol.37, No.4)
.
2. Tsunami oczyma wybitnego oceanografa - niedoszłej ofiary
Autorem znajdującego się niżej opisu tsunami
jest Francis P. Shepard. Opis ten, o bardzo osobistym charakterze,
pochodzi z jego ksiązki "The Earth
beneath the Sea" (Baltimore, The Johns Hopkins
Press,1962, s. 42-46).
F.P.Shepard, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego (Scripps
Inst. Oceanogr.), był wybitnym badaczem - geologiem morza,
autorem wielu fundamentalnych prac na temat rozwoju stoku
kontynentalnego, kanionów podwodnych, procesów brzegowych, również
podręczników z zakresu geologii morza i licznych prac
popularyzujących zagadnienia geologii morza. Opisywane przez
Sheparda tsunami było wywołane przez trzęsienie ziemi na
Aleutach (rejonie Rowu Aleuckiego). Czas dojścia fali tsunami od
Aleutów do Hawajów wynosił około 4 godzin, długość fal -
około 185 km (100 Mm). Na płytkowodziu / lądzie czoła
opisywanych przez Sheparda fal poruszały się z prędkością
około 15 w (28 km/godz). Długotrwałość opisywanego tsunami i
zróżnicowane wysokości fal piętrzących się na brzegach Oahu
spowodowane były tym, że trzesienie ziemi składało się z
serii następujących po sobie, bardzo silnych wstrząsów.
"Słowo
"tsunami" brzmi na Hawajach złowieszczo po
wydarzeniach, które miały miejsce 1 kwietnia 1946 roku. Moje
osobiste przeżycia w tym dniu mogą służyć jako wstęp do
poważniejszego rozpatrzenia problemu fal tsunami. W tym czasie
wynajmowałem z żoną willę na brzegu zatoki Kaulea położonej
na północnym brzegu wyspy Oahu. Jeszcze w przeddzień, w
niedzielę, plaże i rafy usiane były ludźmi, a w domkach na
wybrzeżu kipiało życie. Wieczorem, na szczęście, niemal
wszyscy opuścili wybrzeże i wyjechali do Honolulu. Wczesnym
rankiem następnego dnia nasz spokojny sen przerwał dzwięk
podobny do ryku dziesiątków parowozów wypuszczających parę
za ścianą naszego domu. Wydawało się, że dzwięk ten wypełnił
cały Wszechświat. Wyskoczyliśmy z pościeli i rzuciliśmy się
do okna. Tam, gdzie poprzednio był brzeg nie ujrzeliśmy
niczego, oprócz wrzącej wody, przelewającej się przez
piaszczysty wał przybrzeżny o wysokości około 15 stóp i
podchodzącej niemal pod dom. Ja rzuciłem się w poszukiwaniu
aparatu fotograficznego, zapominając o takich drobiazgach jak
ubraniu się, okularach, zegarku i notatniku. Po otwarciu drzwi,
z pewnym rozżaleniem i rozczarowaniem zauważyłem, że woda już
nie przybiera a nawet na odwrót - spływa coraz szybciej po
pochyłości. Zaczynałem przypuszczać, że było to tsunami i
ostatecznie upewniłem się w tym, gdy woda zaczęła coraz
szybciej uchodzić do oceanu i jej poziom obniżył się o kilka
metrów, obnażając rafy koralowe przed domem. Wszędzie wiły
się i trzepotały ryby pozostawione przez odstępującą wodę
na lądzie. Spiesząc się, próbowałem "napstrykać"
jak najwięcej zdjęć, i ku swojemu wstydowi, przypadkowo zrobiłem
dwa zdjęcia na jednej klatce, fotografując wyłonioną z wody
rafę. Próbując błysnąć erudycją powiedziałem do żony:
"Powinna być jeszcze jedna fala, ale ona nie będzie już
taka silna jak pierwsza, która nas obudziła. Szkoda, że nie
udalo się tej pierwszej sfotografować".
Czy myślicie, że się omyliłem?
W ciągu kilku minut, gdy stałem na skraju wału przybrzeżnego
przed domem, woda podniosła się i przelała ponad obnażonym
przed chwilą wierzchołkiem rafy. Woda podnosiła się wyżej i
wyżej i następnie runęła do przodu. "To teraz -
powiedziałem - jest dogodny moment dla dobrego zdjęcia".
Zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie, ale ręka mi w tym momencie
zadrżała. Ponieważ woda zbliżała się dalej, pstryknąłem
jeszcze jedno zdjęcie, tym razem udane. W miarę tego, jak fala
nadal się piętrzyła, zacząlem wątpić, czy rzeczywiście
druga fala będzie mniejsza od pierwszej.
Krzyknąłem do żony, żeby biegła
do tyłu, pod osłonę domu, ale ona już to zrobiła bez moich
rad, tak, że pozostało mi tylko pójść w jej ślady. A woda
już burzyła się w tym miejscu, gdzie przed chwilą stałem.
Rozległ się dzwięk pękającego szkła w oknach od frontowej
strony naszego domu. Na lewo od nas, po polu trzciny cukrowej
wielka fala niosła na grzbiecie lodówkę. Z prawej, ściana
wody już przepływała nad drogą, odcinając nam jedyną drogę
ucieczki. Z osłupieniem patrzyliśmy, jak sąsiedni dom
stopniowo rozpada się i przekształca w końcu w kupę drewna.
Na koniec woda przestała przybierać i zostaliśmy na maleńkiej
wysepce, chronieni niezrujnowaną częścią domu. Ta część
domu okazała się być na tyle masywną, że wytrzymała
uderzenie gigantycznej fali. Fala rozbijała się na polu trzciny
cukrowej i utraciła część swojej mocy.
Moje głębokie przekonanie, że
fale tsunami powinny tracić stopniowo swoją siłę, szybko słabło.
Ponieważ zauważyliśmy, że między dwoma kolejnymi falami był
dostatecznie długi odcinek czasu (później określiliśmy, że
było to 15 minut), postanowiliśmy uciekać wzdłuż brzegu na
położoną znacznie wyżej szosę. Po drodze napotkaliśmy na
przemoczone i przestraszone hawajskie kobiety, które łamały ręce
nie bardzo wiedząc co robić. Z trudem udało się nam je
przekonać, aby biegły razem z nami do szosy przechodzącej
przez pole trzciny. Gdy tylko rozpoczęliśmy rozpaczliwy bieg,
następna wielka fala przewaliła się przez rafę i ze straszliwą
siłą rozbiła się o obryw pod plażą. Podniosła się następnie
jako ogromna ściana i popłynęła za nami, z rykiem rozlewając
się po polu. Prześladowani przez falę zdążyliśmy dobiec do
bezpiecznego miejsca.
A tutaj zebrała się pstra grupa
zbiegów. Jedna para małżeńska przygotowywała akurat śniadanie,
kiedy na ich dom zwaliła się pierwsza fala. Fala podniosła łagodnie
dom z fundamentów, przeniosła go kilkaset stóp nad polem a
następnie tak łagodnie osadziła na ziemi, że śniadanie zostało
na stole. Dziwne, ale nie mieli apetytu i nie bardzo chcieli skończyć
śniadanie. Inni mieli znacznie mniej szczęścia - z trudem udało
się im wydostać z rozwalających się domów.
Rozpoczęliśmy iść szosą w
kierunku zatoki Kaulea. Po drodze widzieliśmy, jak na brzeg runęło
jeszcze kilka wielkich fal. Szły one, tworząc strome ściany,
podobne do boru pływowego, jaki oglądałem wcześniej w Zatoce
Fundy w Nowym Bunszwiku i korytach rzek w Normandii. Widzieliśmy,
jak uderzane przez nie domy rozpadały się w szczapy. Jeden z
nich fala rzuciła do przybrzeżnego jeziorka, dokładnie na dach
domu, który znalazł się tam już wcześniej. Inny dom
spokojnie kołysał się na falach w środku zatoki.
W końcu, gdy przeszło jeszcze
około sześciu wyraźnie coraz to słabszych fal, postanowiłem,
że wypadałoby pójść spowrotem i zobaczyć, co zostało z
naszego domu i co nam groziło, gdybyśmy z niego na czas nie
uciekli. Na dodatek, byliśmy jakby niekompletnie ubrani, albo
nadzy, i wypadało znaleźć sobie jakąś odzież. Już dochodziłem
do drzwi, gdy nagle spadła na mnie ściana wody. Wydawało się,
jakby cała wyspa zniknęła pod jej falą. Rzuciłem się do
drzewa rosnącego obok wejścia i dosłownie wleciałem na nie,
myśląc tylko o jednym - aby się uratować. Pod naporem wody
drzewo gięło się jak trzcina. Woda na szczęście zaczęła
powoli opadać a kolejne fale były już coraz niższe.
Po przyjściu do siebie zauważyliśmy,
że połowa domu jednak ocalała i zaczęliśmy zbierać resztki
dobytku. Buszowałem po całej plantacji trzciny cukrowej, starając
się odnaleźć ksiązki i zeszyty z zapiskami, bezlitośnie
rozrzucone przez fale. W końcu odnaleźliśmy nawet naszą
szklaną zastawę. Ona okazała się być zasadniczo
nieuszkodzona, ale cała porysowana przez koralowy piasek. Mój
wodoszczelny zegarek gospodarz znalazł po tygodniu pod domem.
Dobry z ciebie oceanograf -
pomyślałem, co nie wie, że wysokość fali tsunami rośnie z
każdą nadchodzącą falą. Rzuciłem się do kartkowania książek
i dopiero po tym, jak nie znalazłem niczego o wzroście wysokości
kolejno przychodzących fal, uspokoiłem się....
... Niedawno bardzo się uradowałem,
gdy w lokalnej gazecie zauważyłem zalecenia dla miejscowej
ludności jak ratowaćsię przed tsunami. Obecnie została
utworzona służba ostrzeżeń przed tsunami;ogłasza ona alarm,
gdy tylko dojdzie wiadomość o wystąpieniu trzęsienia ziemi
pod oceanem, które może wywołać tsunami. Alarm jest ogłaszany
także,gdy fale tsunami zaobserwuje się na innych wyspach lub jeśli
na brzegach obserwuje się silne obniżenie poziomu wody
[autor pisze to w roku 1962, gdy nie było jeszcze zorganizowanej
służby ostrzegawczej w skali całego Pacyfiku, o której mowa w
zasadniczej części strony; dop. tłum.]
Łatwo zrozumieć znaczenie
takich ostrzeżeń. Przecież 159 ofiar śmiertelnych, jakie pociągnęło
za sobą na Hawajach tsunami z 1946 roku, mogłoby nie być.
Wystarczyło uciekać byle gdzie - byle wyżej. Hawajczycy lubią
wstawać rychło rano i zawsze uważnie przypatrują się stanowi
oceanu. Oni natychmiast zauważą gwałtowne obniżenie się
poziomu morza i zmniejszenie się szumu przyboju, gdy poziom wody
się obniża a przybój oddala się od brzegu. Jednak większości
z nich nie przyszło do głowy, że trzeba się ratować, rzucili
się zbierać trzepoczące się na odsłoniętych rafach ryby. I
to ich zgubiło. ..."
AAM. 2001. Prawa autorskie zastrzeżone